zachód słońca

Co się tak złościsz, kobieto?!

“Z kobietą nie ma żartów – w miłości czy gniewie
Co myśli nikt nie zgadnie; co zrobi nikt nie wie”

Aleksander Fredro

Nie wiem, jak wygląda Twoja codzienność. Czy jesteś zadowolona, może należysz do osób mających wiecznego banana na twarzy? A może zdarzają Ci się dni słabości, w których masz ochotę rzucić wszystko, spakować plecak i wyruszyć przed siebie? Ja jestem pełnym przekrojem tego wszystkiego. I tak naprawdę nigdy nie wiem, kiedy nastąpi zapłon złości i zadowolenie zmieni się w nerw, a codzienność zacznie się nudzić, otwierając mózgowi ścieżkę do rozmyślań o podróżach i o tym, jak to mogłabym sobie być gdzieś, nie wiadomo, gdzie.

Mogłabyś podsumować krótko i dobitnie: dziewczyno, ogarnij się. Piszesz o byciu sobą, o działaniu w celu osiągnięcia zadowolenia, a tu nagle wyskakujesz z takim tematem? Jest to jednak niezmiernie ważny aspekt rozwoju. Będąc w złości, skupiasz uwagę na tym, co Cię denerwuje, rzadziej zadajesz sobie pytanie, dlaczego? Nie zgłębiasz zalążka problemu, działasz impulsywnie i chcesz, aby racja była po Twojej stronie.

Będąc zodiakalną lwicą zdarzają mi się momenty, kiedy bronię swojego terytorium zaciekle. Nie daję nikomu przekroczyć niewidzialnej granicy, będącej bramą ku własnym przekonaniom. I chociaż nierzadko staje się to przyczyną wybuchu złości, frustracji i pogorszenia samopoczucia, zapanowanie nad sobą jest niezmiernie trudne.

Bo co to jest złość? Dla mnie jest pewnego rodzaju tornadem, które jak przybierze na sile, burzy kolejne kondygnacje domu, wybudowanego dzięki ciężkiej pracy. Złość wyrywa z korzeniami posadzone drzewa, nie zostawiając miejsca na ponowne odrodzenie w szybkim czasie.

Mimo iż pracuję nad sobą, staram się panować nad emocjami, rozumiem istotę głębokiego wdechu i wydechu, od czasu do czasu życie pokazuje mi, iż ścieżka zrozumienia siebie jest wyboista, kręta, a nade wszystko długa. Nie da się pstryknąć palcem po przeczytaniu kilku książek i wymienić swój model myślenia na nowszą, bardziej udoskonaloną wersję.

Nie jest moim zamiarem dzielenie się w Świecie Przez Słomkę wyimaginowaną wizją szybkiego uporania się z tym, co ciąży niczym przyczepiony do nogi kamień, uniemożliwiający zrobienie kroku do przodu. Nie znam magicznej pigułki, po połknięciu której przeobrażam złość w zadowolenie. Zresztą uważam, iż nawet gdyby istniała, nie byłabym zwolenniczką spróbowania jej mocy. Przede wszystkim dlatego, że po pierwsze nie lubię szprycować się lekami, a po drugie jak każdy inny środek chemiczny, pigułka ta spowodowałaby tylko tymczasową poprawę, nie mającą nic wspólnego z ustaleniem przyczyny pojawienia się złości, ani z jej profilaktyką.

Co w moim odczuciu jest najważniejsze, to przede wszystkim nie katowanie się myślami i wyrzutami sumienia. Każdy człowiek ma prawo do popełnienia błędu. Każda emocja jest potrzebna naszemu ciału, aby móc dostrzec obszar wymagający ulepszenia. Tak jak przy naprawie czegokolwiek, istotą pomocy jest możliwość udzielenia precyzyjnej diagnostyki. Skoro wybuchasz, skoro przeobrażasz się w tą inną, nie do końca lubianą i chcianą wersję siebie, skłaniam się ku tezie, iż diagnostyka problemu nie została wykonana właściwie. Może w ogóle została pominięta? A może nagromadziła się taka ilość usterek, że powierzchowna naprawa nie daje pożądanych efektów?

Słomkowa złość, oprócz tego, że ma postać tornada, wciela się czasami w fałszującego śpiewaka z kreskówki Asterix i Obelix. Choćby nie wiadomo, ile osób próbowało go uciszyć, zawsze znajdzie się dogodny moment na wykrzyczenie swoich bolączek.

Bo nie jest tak, iż złoszczę się bez powodu. Emocja ta jest następstwem niezrozumienia, niefortunnym splotem sytuacji, w której mózg próbuje przejąć kontrolę nad całym ciałem. Dochodzi do reakcji obronnej organizmu, a potulnej lwicy staję się walczącą o przetrwanie zwierzyną. Emocje uchodzą ze mnie potokiem słów, nie takich jednak, których zwykle używam. Wraz z nimi rośnie adrenalina, wszystko się we mnie gotuje.

Czasami głęboki wdech i wydech pomaga, ale czasami nie jestem w stanie zareagować wystarczająco szybko. Staję się wówczas częścią dryfującego po wzburzonych wodach statku, który trzęsie każdą komórką ciała. Gdy sztorm przeminie, zwykle statek wymaga częściowej naprawy bądź przeglądu, aby mógł sobie poradzić z następnym atakiem żywiołu. A taki na pewno nadejdzie.

W życiu nie da się uniknąć gorszych momentów, wybuchów złości czy sytuacji dolewających oliwy do ognia. Na pytanie „co się złościsz, kobieto” nie mam jednej, konkretnej odpowiedzi. W momencie, gdy emocje biorą górę, nie zadaję pytań. Odpowiedzi mogę udzielić po fakcie, jak zastanowię się nad przyczyną zaistniałej sytuacji. Wówczas nie działam pod wpływem impulsu. Kontroluję siebie, rozumiem, że jako istota żyjąca jestem częścią energii poruszającej się w całym organicznym świecie.

I nawet jako osoba, która podjęła decyzję o wejściu na ścieżkę rozwoju, mam prawo do bycia nieidealną. Oczywiście istotny jest aspekt długości i intensywności rozwoju. Jeżeli jestem na początku drogi, bardzo ciężko będzie mi osiągnąć stan pełnej kontroli nad emocjami. Tak naprawdę zdarzy się bardzo sporadycznie. Nie oznacza to jednak, że się poddawać.

Każdy przypływ złości, w momencie dokonania jego analizy, daje nam wskazówki, podpowiada możliwe przyczyny zaistniałej sytuacji. Pozwala wyciągnąć wnioski, które stanowią mocne podwaliny ku zrozumieniu siebie. Umiejętność ta wiąże się z pracą niejednokrotnie żmudną, a przynoszącą rezultaty dopiero po jakimś czasie. Ale ten kto wniosków nie precyzuje, ten pozwala powrócić sytuacji ze zdwojoną siłą.

W słomkowym świecie często złość pojawia się, gdy jestem głodna. Organizm domaga się nakarmienia, a ja go ignoruję. Nie muszę długo czekać na wybuch. Choćby minimalny podmuch wiatru, a ogień zaczyna się tlić, przybierając na sile i wywołując pożar. Stąd wiadomo, iż głodna Słomka, to zła Słomka.

Zatem Słomko-Klubowiczko przyjrzyj się sobie. Zauważ momenty, w których dochodzi do zaprószenia ognia. Gdy ten nie nabrał jeszcze mocy, spróbuj opanować go oddechem. Daj sobie chwilę na dotarcie tlenu do każdej komórki ciała. Głęboki wdech i wydech. Jeżeli to nie zadziała, pozwól uwolnić emocje z organizmu. Dobrym sposobem jest mycie garów (tylko nie potłucz zbyt wiele 😊), pisanie pamiętnika oraz aktywność fizyczna. Taka jazda na rowerze czy marszobieg może zdziałać cuda. Następnie, gdy pożar będzie już tylko wspomnieniem, zajrzyj w głąb niego. Spytaj, co się tak złościsz, kobieto? Poprowadź wewnętrzny dialog, który pomoże zdiagnozować przyczyny, jak również wyciągnąć wnioski. Jeżeli dokonasz właściwego przeglądu, ustosunkujesz się do niego, a następnie wcielisz w życie plan naprawczy, szansa, iż następny przypływ złości będzie mniej uciążliwy wzrośnie znacząco. A kto wie, może pewnego dnia całkowicie zapanujesz nad emocjami i nie dasz się ponieść niszczącej sile ognia, czego Tobie i sobie życzę…

zachód słońca

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.