Emigracja 1

Czym jest emigracja? Jakie są jej plusy i minusy

Emigracyjna droga według Słomki jest indywidualnie odbieranym zbiorem doświadczeń, które nastąpiły w wyniku dobrowolnego bądź przymusowego opuszczenia kraju. Jest taką nowoczesną książką, dającą możliwość poznania miejsca pobytu, zaznajomienia się z wartościami tam panującymi, jak również pozwalającą odkryć mocne i słabe strony. Bo emigracja to ciągłe poszukiwanie, które wymaga sporej siły i determinacji, oferując to, co wcześniej nie było nam dane poznać.   

Jak rozpoczęła się moja przygoda poza granicami Polski?

Jakąś dekadę temu mieszkałam sobie we Wrocławiu, pracując w jednym z lokalnych biur podróży. Korzystałam z uroków tego pięknego miasta, prowadząc życie singielki, której pomysł wyjazdu za granicę na stałe nigdy wcześniej nawet nie przemknął przez myśl. Nie fascynowała mnie idea mieszkania gdzieś daleko. Aż do momentu, kiedy poznałam Pawła, pozytywnie zakręconego nizinnego górola spod Krakowa, który to pokazał mi cząstkę Irlandii podczas mojej czterodniowej wycieczki po wyspie. Niecałe trzy miesiące później wylądowałam ponownie na lotnisku Shannon, gdzie zaczęła się moja emigracyjna przygoda trwająca aż do dnia dzisiejszego.

Czy zmiany życiowe są w ogóle potrzebne?

W życiu każdego z nas od czasu do czasu pojawia się moment, taka iskierka, która pobudza do działania. Zaczynasz zastanawiać się nad swoim życiem, próbując je ulepszyć, zmienić. Nawet jeżeli nie zawsze jesteś gotowa na to, co niesie ze sobą los, zmiany prędzej czy później zagoszczą w Twoim ogródku. Jest to fascynująca podróż (przynajmniej dla mnie), w której strzał z kuszy konkretnej dawki adrenaliny prowadzi do zakasania rękawów i próby adaptacji do nowych warunków. Zmiany życiowe według Słomki są pewnego rodzaju kompasem – wskazują inną, czasami nieznaną drogę, uwypuklają  emocje, gwarantują dozę niepewności, ale nierzadko stanowią dopływ tlenu do mózgu. Są jak te lasy deszczowe, nieokiełznane, dzikie, ale jakże piękne, nieskażone niczym, ani nikim.

Emigracja całkowitą zmianą życia?

Pierwsze miesiące emigracji to niezły orzeszek do zgryzienia. Jest to okres adaptacyjny, którego celem jest odnalezienie się w nowej sytuacji, poznanie miejsca pobytu, ludzi oraz znalezienie pracy. Wspominając moje początki, przeżyłam niezły rollercoaster związany z faktem, iż język angielski jaki wówczas posiadałam miał się nijak do tego, co dane mi było słyszeć każdego dnia. Co to znaczy? Gramatyka, sposób tworzenia zdań, jak również słownictwo były zupełnie inne niż te, które miałam wyuczone. Stąd też bałam się odezwać, nie mówiąc już o zaczynaniu jakiejś rozmowy. Zamiast mówić, tworzyłam w myślach zdania, zastanawiając się nad ich poprawnością. Szybko jednak doszło do mnie, że Irlandczycy mają w nosie poprawność gramatyczną. Liczy się to, aby mówić – i nieważne jaki poziom ma Twój angielski – a raczej irlandzki angielski – będą Cię chcieli wysłuchać i nie okażą Ci zniesmaczenia poziomem opanowania ich języka.

Emigracja to nauka siebie na nowo. Jak masz szczęście, wiedzę, umiejętności, wówczas jest dużo łatwiej zacząć. A niejednokrotnie zaczynasz od początku – zmienia się Twoje miejsce zamieszkania, ludzie z którymi przebywasz, praca, zwyczaje. Emigracja niejednokrotnie weryfikuje naszą postawę, czemu towarzyszy schowanie dumy w kieszeń i praca mocno poniżej kwalifikacji. Moją pierwszą pracą była kafejka, w której piekłam muffinki, obsługiwałam klientów i obserwowałam różnice kulturowe. Nauczyłam się tam kontaktu z ludźmi oraz opanowałam slang. Kolejnym mega ważnym plusem tej pracy było posiadanie sporej ilości czasu wolnego, który przeznaczałam na odkrywanie zakamarków Irlandii, jak również na podróże po Europie – bo mimo że pracowałam poniżej kwalifikacji, było mnie stać na realizowanie marzeń podróżniczych.

Myślę, że będąc zatrudnioną w polskim biurze podróży nie byłoby mi dane tak często realizować swojej pasji. Stąd też uważam, iż nie ma czego wymagać od siebie, będąc na początku drogi. Pamietajmy,iż emigracyjne zmiany nie są kawałkiem ciasteczka, które je się na drugie śniadanie. To drążenie w twardej skale, bycie niejednokrotnie pod presją swoich myśli i otoczenia.

Co ma piernik do wiatraka, czyli jak nie przeliczać Euro na złotówki

Patrząc wstecz szybko zrozumiałam, iż przeliczanie Euro na złotówki na ma sensu. Przestałam porównywać to, ile płacę za dom tu, a ile płaciłam we Wrocku. Przestałam patrzeć na ceny jedzenia w sklepie i zastanawiać się nad tym, co bym mogła za to kupić w Polsce. I to była najlepsza decyzja ever. A dlaczego? Im szybciej zdasz sobie sprawę, iż nie jesteś już w ojczyźnie, że tym krajem rządzą inne zasady, inne pieniądze i inny styl życia, tym szybciej dasz radę się zaklimatyzować. A wymuszone poniekąd zmiany warunków w jakich żyjesz, pozwalają otworzyć się na nowe pomysły. I tak na początku niech nie przeraża Cię dzielenie domu z kimś nowo poznanym. Dzięki temu jest dużo łatwiej ogarnąć sprawę płatności. Do tego poznasz nowych ludzi, nie będziesz czuć tego emigracyjnego osamotnienia. Co najważniejsze, niejednokrotnie nawiążesz przyjaźnie, jak również zaspokoisz potrzebę bycia w grupie, bycia częścią czegoś.

Podobnie ma się sprawa z jedzeniem – smaki z dzieciństwa zawsze pozostaną w nas. To jest nasza przeszłość, baza wychowania i to, z czym kojarzymy dom. Jednakże decydując się na zmianę kraju, musisz zdawać sobie sprawę z tego, iż przez jakiś okres nie będziesz w stanie zasmakować kapusty kiszonej czy twarogu 🙂 No chyba, że mieszkasz na Wyspach, gdzie sklepy polskie rosną jak grzyby po deszczu… Wówczas nie będziesz tęsknić za smakiem przeszłości 😊 Co jest ważne, to chęć otwarcia się na inne, niepolskie kuchnie. Pobaw się smakami świata, naucz się odkrywać słodycz czy gorycz nieznanych produktów. Od czasu do czasu sięgnij po dobrze przygotowaną chińszczyznę, dania tajskie czy kuchnię włoską. Nie zapominaj o smakach dzieciństwa, ale nie zamykaj się na to, co nowe – nieznane, niepowtarzalne, zaskakujące i po prostu pyszne…

Czy emigracja to życie w odosobnieniu?

Każdy z nas odczuwa samotność, bądź jej brak inaczej. Można żyć na uboczu nie opuszczając bram miasta, w którym się wychowało. Można również nie odczuwać ciągłej potrzeby bycia z kimś. Co dla wielu może być utrapieniem emigracyjnej wedrówki, to poczucie osamotnienia, wyobcowania. Jeżeli nie podejmiesz decyzji wyjścia do innych ludzi, poznania nowych znajomych, wówczas ciężko będzie nie odczuwać samotności. Jest to szalenie ważne w momencie tęsknoty za rodziną. Oczywiście nie da się jej niczym zastąpić, ale znalezienie bratniej duszy bardzo pomaga odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Jako introwertyczka (z czego nie zdawałam sobie sprawy przez większość dorosłego życia) początki przebywania wśród obcej, nieznanej kultury miałam kulawe. Po pierwsze związane to było z odczuwaniem strachu w momencie odezwania się (no bo co oni sobie o mnie pomyślą – nie zrozumieją mnie, albo co gorsze wyśmieją…), a po drugie nie byłam duszą towarzystwa i nie nawiązywałam szybko kontaktów. Tworzyłam naturalną barierę, która po bliższym zapoznaniu znikała gdzieś w otchłań dając mi możliwość pokazania siebie. Miałam jednak obok siebie osobę, która potrafiła zagadać do każdego, na tematy wszelakie. I tak jest do tej pory – ja potrzebuję chwili, a Paweł przełamuje pierwsze lody.

Zresztą Irlandczycy są bardzo otwarci, tolerancyjni, rozumieją, iż angielski nie jest naszym językiem ojczystym, stąd też potrafią dostosować szybkość mówienia do nas, gdy zachodzi taka potrzeba. Mamy sporo znajomych będących parami czy małżeństwami polsko- irlandzkimi. Kultury nasze przenikają się mocno, tworząc zgrane duety. Widoczne gołym okiem różnice w podejściu mentalnym czasami mogą wywołać śmiech, a czasami doprowadzić do wypuszczania uszami buchającej pary… Myślę, iż podejście zdrowo-rozsądkowe i zrozumienie, iż nie wszyscy myślą tak, jak Ty czy ja, pomoże ogarnąć sytuację i przekuć osamotnienie w podróż ku poznaniu siebie i innych. Wystarczy wyjść ze swojego kokonu, spróbować nawiązać kontakty, nie bać się ludzi i być tolerancyjnym, zarówno w stosunku do siebie, jak i innych.

Tolerancja – a co to właśnie jest?

Mieszkając w Polsce, nie byłam w stanie ogarnąć tematu tolerancji. Niby wiedziałam co to znaczy, ale jakoś nie miałam możliwości bliższego jej poznania. To co dała mi Irlandia, co jej zawdzięczam, to otwartość na inność. Nigdzie indziej pojęcie tolerancji nie było na tak wysokim poziomie (a mieszkałam jeszcze w Niemczech i w Anglii). Będąc emigrantką, nie dane mi było odczuć, że jestem kimś gorszym. Wręcz przeciwnie – często spotykam się z komplementami dotyczącymi Polski i Polaków – uważani jesteśmy za naród pracowity, który wniósł dużo dobrego do irlandzkiej codzienności. W Irlandii posiadanie innego koloru skóry czy wyznania nie jest piętnowane. Każdy ma prawo do wyrażania swoich opinii, każdy ma prawo kultywować swoje tradycje, każdy ma prawo żyć w zgodzie ze sobą. Nie ma podziału na my lepsi, wy gorsi. Niedopuszczalne jest szydzenie z kogoś, kto jest homoseksualny, czy podziela poglądy inne niż większość społeczeństwa. Czuje się tu prawdziwą wolność, otwarcie mówi się o sprawach trudnych i nieoczywistych. Jest to wielka zaleta tego kraju, który otwierając się na inność, stając się tolerancyjnym, dał swoim mieszkańcom poczucie przynależności i zrozumienia.

Emigracyjna sielanka – czy coś takiego istnieje?

Oczywiście, że nie. Mieszkanie za granicą ma swoje plusy i minusy. Rządzi się własnymi prawami, które dla nas emigrantów, nie zawsze wydają się zrozumiałe. To co stanowiło podwaliny polskości, nie musi stanowić podwalin kraju, który wybraliśmy do zamieszkania. To co sprawdzało się tam, nie musi sprawdzać się tu. Jednak jestem gorącą zwolenniczką dania szansy miejscu, w którym żyję. Staram się nie tworzyć całej sieci teorii czy przekonań sprowadzających mnie do zaplątania się w pułapkę rzeczywistości. Oczywiście przymykanie oczu na coś co się nie podoba nie jest wyjściem z sytuacji, ale dogłębne przyjrzenie się sprawie może przyczynić się do innego, świeższego spojrzenia na to, co uwiera. Łatwo jest widzieć wady, łatwo jest mówić o tym co gorsze. Łatwiej jest przyjąć gardę i bronić się, niż spróbować zrozumieć kogoś z innym podejściem czy wiedzą.

Ciągłe narzekanie nie zmieni emigracyjnej rzeczywistości. Ciągłe bujanie w obłokach również. Zdrowe podejście do zrozumienia czym jest dla Ciebie emigracja spowoduje, iż przestaniesz porównywać, docenisz to co masz i znajdziesz rzeczy, które realnie uda Ci się zmienić, w taki sposób, aby stworzyć sobie jak najbardziej realną i dostępną emigracyjną sielankę. Tak więc gdy najdzie Cię ochota na wspominki polskości, daj sobie czas na przeżycie tych emocji. Ale jednocześnie doceń to, co jest wartościowe w miejscu, w którym przebywasz obecnie. Bo nigdzie trawa nie jest bardziej zielona, no może oprócz Irlandii, ponieważ jakoś pada tu stosunkowo częściej 😊. Ale to stanowi koloryt tego miejsca. Gdyby każdy kraj był taki sam, nie miał swojej tożsamości, a ludzie byliby wszędzie jednakowi, to ziemia byłaby nijaka. Nie dane by nam było poznać różnic, docenić tego co mamy i otworzyć się na to, co nowe.

Czy emigrując można znaleźć swoje miejsce na ziemi?

Zdecydowanie tak. Uczucie bliskości z miejscem, w którym się przebywa, często rośnie proporcjonalnie do długości pobytu i adaptacji do otaczających warunków. Rzadko bywa miłością od pierwszego wejrzenia. Zmiany miejsca zamieszkania uczą wiele. Uwypuklają  wartości, przekonania. Emigracja przyczynia się do zmiany podejścia i myślenia o świecie. W momencie stworzenia sobie odpowiednich warunków, kraj, w którym zamieszkasz stanie się Twoim domem.

Tym właśnie jest dla mnie w chwili obecnej Irlandia. Wyjechałam stąd na okres trzech lat, by skosztować czegoś innego. Ale zarówno Niemcy, jak i Anglia, nie dały mi takiego komfortu psychicznego jaki daje mi celtycka ziemia. Stąd też wróciłam i cieszę się z tego. Jednakże chcę wspomnieć o tym, że wcześniej nie umiałam docenić zalet zielonej wyspy. Karmiłam się niezadowoleniem do pogody (a umówmy się – raju pogodowego to tu nie ma), niezadowoleniem do pracy czy ogólnym poczuciem, że to nie jest miejsce dla mnie. Do tej pory bywają momenty, kiedy to odczuwam pustkę w sercu, w głowie, pragnę żyć gdzieś indziej, robić coś ciekawszego, być bliżej rodziny albo być na innym końcu świata. A to wszystko uwarunkowane jest różnymi czynnikami. Odkąd zamiast narzekać postanowiłam aktywnie zmieniać rzeczywistość, sprawy zaczęły układać się zupełnie inaczej.

Mam koło siebie ludzi, których kocham i cenię – męża i synka. I mimo że brakuje mi jak diabli brata i rodziców, to wiem, że nasze drogi ułożyły się inaczej i tak miało być. Bliskość rodziny na pewno ułatwiłaby sprawę choćby w aspekcie wychowywania dziecka, ale za to dała mi ogromnego kopa do zmobilizowania się i stworzenia takiej przestrzeni życiowej na jakiej mi zależy. Wiem, że muszę polegać na sobie, że w momencie sytuacji podbramkowej nie mogę udać się do rodziców po pomoc. Dzięki temu stałam się wirtuozką własnego życia. Robię to, co podpowiada mi serce i rozum. A gdy dosięga mnie nostalgia to piszę – do rodziny, do znajomych. Dzielę się w pamiętniku tym, co mnie uwiera, tworzę również tego bloga, który jest swego rodzaju moją przystanią spokoju.

Plusy i minusy życia za granicą

Emigracja daje możliwość poznania innych, dostrzeżenia tego, iż moje przekonania nie zawsze są właściwe. Zrozumienie tego, iż świat jest wielowartościowy i wielokulturowy to ogromna zaleta, której wartości nie da się poznać nie wychodząc z domu. Otwierając się na innych, jesteś w stanie lepiej zrozumieć siebie. Stare przekonania powoli zaczynasz zastępować nowymi. Bo przecież zmiany to nieodłączny element naszego życia. To w co wierzyło się będąc młodym, nie musi odzwierciedlać obecnej rzeczywistości.

Emigracja daje inne spojrzenie na wartość pieniądza. Ten staje się możliwością spełniania marzeń – przestaje być walutą przetargową w oczach innych. Nie obchodzi mnie to, jak zarabiają inni i co mają w domu. To nie są moje wartości. Nie robię ciągłych zakupów. Nie staram się udowodnić sąsiadom swojej wyższości poprzez kupno lepszego auta czy większego mieszkania.

Życie na emigracji dało mi wolność – do bycia prawdziwą Słomką, do dzielenia się swoimi poglądami bez obawy, że zostanę napiętnowana bądź wykluczona z grona znajomych. Ci, co znają mnie lepiej wiedzą, że nie potrzebuję do szczęścia wiele. Oczywiście pojęcie szczęścia jest względne – ja odkryłam siebie na nowo, między innymi dzięki wyjechaniu z ojczyzny. Nowe, emigracyjne spojrzenie uczy bycia zdyscyplinowaną i niezależną, dążenia do rozwoju osobistego i zmiany przekonań.

Emigracja rozbudza głód wiedzy – poznawania tego, co nowe, nieoczywiste i wyjątkowe. Uświadamia mocne strony, jak również słabości, nad którymi należy pracować. Dzięki niej można zrozumieć jakimi ludźmi się otaczać – do szczęścia nie jest potrzebne posiadanie tysiąca znajomych w realu czy na Facebooku. Co istotne, to fakt obracania się w gronie bliskich osób, z którymi można dzielić się chwilami lepszymi i gorszymi.

Mieszkanie za granicą pozwala szerzej otworzyć oczy na zbiór wartości, którymi się kierujesz – ja wysoko cenię uczciwość i wcześniej wspomnianą wolność. Wzajemne wsparcie jest wysoko cenione. Pomoc potrzebującym, choćby poprzez czynny wolontariat, jak również darowizny pieniędzy dla tych, którym idzie w życiu pod górkę, tworzą świat lepszym miejscem do życia – i to nieważne, gdzie mieszkasz. Liczy się zrozumienie i chęć dzielenia się.

Oczywiście życie z dala od dawnego domu ma również swoje minusy. Przede wszystkim jest to rozstanie z rodziną. Nie jest łatwo odnaleźć się w nowej rzeczywistości, gdy serce ciągnie do rodziny, przyjaciół, dawnego życia. Ale każdy etap naszej egzystencji ma swój początek i koniec. W momencie zakończenia jednego rozdziału, otwiera się nowy. Pragnę wierzyć w to, że dom jest tam, gdzie czuję się szczęśliwa. Nie patrz na życie przez pryzmat – tu mi źle, a jak wrócę do Polski, to już wszystko będzie ok. Twórz swoją codzienność tak, aby było Ci dobrze tu, gdzie jesteś. Nie ma to nic wspólnego z tym, że czasami marzysz pójść w Izery czy Karkonosze, albo rozbić namiot przy jakimś jeziorze. Czasami chiałabyś wejść do warzywniaka i kupić te pyszne domowe truskawki, a innym razem posiedzieć na słonecznych bulwarach krakowskich, zajadając się obwarzankiem i obserwując tłum ludzi przemieszczających się szybko, tak jakby za czymś gonili.

A czego brakuje Słomce? Brakuje mi możliwości podróżowania autem bez potrzeby latania samolotem czy przepłynięcia promem – ale taki jest już urok mieszkania na wyspie. Tęsknię za możliwością płynnego porozumiewania się w swoim języku – bez potrzeby myślenia nad doborem słówek. Nie tęsknię natomiast za tym polskim parciem do wszystkiego, odwieczną spiną i częstym niezadowoleniem. Nie tęsknię za biurokracją i dziwnym podejściem urzędników czy pań na poczcie. Zupełnie nie brakuje mi tych wszędobylskich kleszczy i psich odchodów na ulicach 😊Nie chcę wracać myślami do polskiej nietolerancji i podejścia do kogoś, kto według ogółu jest inny. Nie brakuje mi również tłoku na ulicach, zakorkowanych miast i smogu.

Emigracja poniekąd odbiera życie rodzinne – wspólne przeżywanie urodzin, imienin, chrztów czy ślubów. Chociaż nie zawsze tak jest – wszystko związane jest z indywidualnymi możliwościami przyjazdu do kraju. Emigracja odbiera również kontakt twarzą w twarz z dawnymi znajomymi, natomiast daje możliwość skumulowania ilości przyjaciół do takich osób, którym nie takie straszne są odległości – w końcu żyjemy w czasach internetu, dostępu do wszelkich aplikacji i ułatwień mobilnych.

Emigracja pozwala zaakceptować to, kim jesteś, co byś chciała osiągnąć i jakie są Twoje priorytety. Mnie osobiście dała poczucie harmonii i równowagi. Wytworzyła we mnie wewnętrzną siłę do działania, do bycia samowystarczalną i do wzięcia życia we własne ręce. Nauczyłam się, że chcąc coś osiągnąć muszę być systematyczna i nie poddawać się w momencie nadejścia gorszych chwil.

Droga emigracyjna nigdy nie była i nie będzie łatwa, lekka i  przyjemna. Zawsze znajdą się rzeczy, za którymi będziesz tęsknić, bądź do których będziesz mieć sentyment. Jednakże namawiam Cię do tworzenia swojego świata na własnych warunkach, niepodyktowanych przez państwo czy religię. Uwierz  w to, że każde miejsce, w którym się znajdujesz może być Twoim domem. To tylko od Ciebie zależy jak będziesz odbierać świat, co będzie tworzyć Twoją rzeczywistość i z czym będziesz ją utożsamiać.

Jeżeli mogłabym coś doradzić, to tylko tyle, iż świat jest naprawdę piękny i warto się na niego otworzyć. Poznać to, co inne, docenić to, co dla Ciebie ważne i żyć po swojemu. Emigracja jednym sporo odbiera, ale innym daje jeszcze więcej. Mnie pozwoliła spojrzeć na życie, ludzi i otaczającą rzeczywistość z innej, dotąd nieznanej perspektywy. Stała się moim oknem, wizją i inspiracją – stała się Światem Przez Słomkę…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.