Gap of Dunloe

Samochodem z Gap of Dunloe przez Black Valley do Killarney

Z pewnością domyślasz się, że Irlandia krainą deszczu jest. Stąd też nie zawsze idzie zaplanować jednodniowy wypad byle gdzie, w taki sposób, aby nie przemoknąć do suchej nitki. Jesteś szczęściarą lubiąc deszcz, ja natomiast nigdy nie zaprzyjaźniłam się z nim na tyle, aby brnąć w kałużach po kostki, tu i ówdzie słyszeć “chlup chlup” wydobywające się z przemoczonych butów…

Ale mam dla Ciebie fantastyczną wiadomość – coż Ameryki nią nie odkryłam, ale liczy się chęć 🙂 Irlandia jest krajem stworzonym do samochodowych wypraw. Prawie wszędzie można dojechać autem, trasy są niesamowicie widowiskowe, czasami jednak wymagające od kierowcy sporych nakładów umiejętności i opanowania…dlaczego? Bo drogi są wąskie na jedno auto, z tym że ruch jest dwustronny. Drogi też są krętę, a znak prędkości często sugeruje 80 km/h…hmm powodzenia, ja nie skorzystam 🙂

Słomkowym faworytem przemierzania Irlandii samochodem jest hrabstwo Kerry. Zresztą według mojej subiektywnej opinii, jest to jeden z najbardziej zjawiskowych obszarów zielonej wyspy (hrabstwo Limerick – wybacz, ale nie umywasz się :)) W Kerry znajdziesz wszystko: Atlantyk, znakomite plaże, góry, przesmyki, małe wioseczki, parki narodowe, stada owiec itd. Gap of Dunloe

Tym razem zabiorę Cię w podróż trasą Gap of Dunloe – Black Valley – Molls Gap – Ladies View – Killarney. Miej przy sobie aparat, bo widoki zwalają z nóg…No to jedziemy.

Gap of Dunloe jest wąskim przesmykiem oddzielającym góry MacGillycuddy’s od gór Purple Mountain. Trasa ta w normalnych “niepandemicznych” czasach jest często uczęszczana, dlatego podzielę się z Tobą dobrą Słomkową radą: nie jedź tam w godzinach rannych i przedpołudniowych – inaczej zamiast celebrować przyrodę, będziesz myśleć o tym, jak się minąć z autem jadącym z naprzeciwka. Nieznaczy to jednak, iż droga ta jest pusta popołudniami. Jeżeli będziesz mieć szczęście to przejedziesz trasę bez większych problemów, dlatego wybierz taki czas, aby skorzystać w pełni z uroków tego miejsca. Jest też możliwe inne rozwiązanie: parkujesz auto przy Kate Kearney’s Cottage i idziesz sobie spokojnym tempem piechura. Cóż gdy masz w aucie 5-letniego super przewodnika (ten zawsze towarzyszy nam na wyprawach), łatwiej jest po prostu wyruszyć autem i przycupnąć gdzieś, gdzie młody może się pobawić.

Jako pierwsze miejsce postojowe polecam okolice kamiennego mGap of Dunloeostu – jest tam kawałek pobocza, gdzie bez problemu zaparkujesz auto. Gdy to uczynisz, wyskakuj z aparatem i do dzieła – miejsce to odwdzięczy się Tobie cudnymi fotkami, dzieci będą skakać z radości widząc i słysząc chodzące obok owieczki, a Ty będziesz ucztować z przyrodą w jej najlepszej okazałości.

OK ruszamy dalej. Mijasz teren ogrodzony z obydwu stron niskim płotem, aby po chwili dotrzeć do zwęzenia drogi – od tego momentu zaczyna robić się ciaśniejGap of Dunloe 🙂 tutaj nie masz możliwości stawać na mijankach aby podziwiać widoki, no chyba że ruch jest mały, a Ty masz manię fotkową (nie przejmuj się – mamy ze sobą coś wspólnego). Polecam Ci stanąć (ale tak cichaczem) koło dwóch głazów odzielonych od siebie asfaltem. Spojrzysz w lewo – maleńkie wodospady będą tworzyć spadające kaskady, góry naprzeciw Twoich oczu będą się piętrzyć majestatycznie, a gdy obrócisz się w tył, ujrzysz całą trasę, którą dotej pory przejechałaś z góry. Ach jak tu pięknie powiesz…

Dla tych mniejszych atrakcji też nie zabraknie: możesz wdać się w dyskusję z owieczkami – mówiąc “meeee”, usłyszysz dźwięczną odpowiedz od pomalowanej na różne kolory wełnianej kulki. Sposób ten zawsze działa – Słomka mąż próbował już kilkukrotnie. Polecam.

Gdy pożegnasz się z owieczkami, ruszaj w dalszą podróż. Wolnym tempem dojedziesz do znaku mówiącego, iż dotarłaś do Black Valley. A tu czeka na Twoje spragnione oko całkiem niezły wodospad, który przemienia się w wartki potok na samym dole. Jeżeli masz na to ochotę, zaparkuj auto i spędź chwilę przy brzegu. Widok jest niezły, szum wody i spokój zapewni Ci chwilę relaksu.

Dalsza trasa nie jest już tak wyczerpująca jak ta na poprzednim odcinku. Będziesz pięła się w górę mini serpentynami, aby dotrzeć do miejsca zwanego Molls Gap. Można stąd wyruszyć w góry – miejscówka jest zacna, ale nie zaczynaj wspinaczki przy deszczu – uwierz mi na słowo, że zleje Cię przeokrutnie, a mgła zakryje wszelkie cudeńka widokowe.

Zarówno tu, jak i na Ladies View, dokąd będziesz zmierzać następnie, można skorzystać z oferty knajpek serwujących coś na ciepło. Standardowo polecam herbatkę, jako że z kawą się nigdy nie polubiłam…

Ladies View to obowiązkowy punkt widokowy. Przystań tu choćby na chwilę. Widoki są fantastyczne, a gdy dolina nie jest spowita mgłą Twój aparat będzie Ci dozgonnie wdzięczny. Jadąc dalej przez kilka kilometrów, będziesz mijać jeziora, pasma gór, ruiny kościółka, jak również parking prowadzący do wodospadu Torc – lubisz się wspinać? No to wyskakuj z autka i do dzieła. Jeżeli jednak wolisz płaski teren, to koniecznie jedź kawałek dalej, a po lewej stronie ujrzysz wjazd do parku narodowego Killarney. Killarney National ParkByłam tam już tyle razy, a każdorazowo wpadam w zachwyt. Po prostu ma to miejsce swój wyjątkowy klimat. Polecam Ci je z całego serca. Widoki są mega, teren jest spory i zróżnicowany – także dla każdego coś miłego. Możesz pojeździć na rowerach, przepłynąć się łódką, poopalać się na plaży, bądź wykąpać w jeziorku usytuowanym pomiędzy górami. Możesz również zwiedzić arboretum, bądź zwyczajnie usiąść na trawce i kontemplować 🙂 Jest tu jeszcze jedna atrakcja – może dzieci będą bardziej zachwycone niż ja – mianowicie bryczki zaprzężone w koniki czekają na Ciebie. Ponieważ nie jestem wielką fanką takich atrakcji, nie będę Ci jej jakoś szczególnie polecać.

Gdy już odpoczniesz, zrelaksujesz się, popływasz, nawdychasz się świeżego powietrza, udaj się do centrum miejscowości Killarney – turystycznej, a tym samym często zatłoczonej perełki hrabstwa Kerry. Pubów to tu nie brakuje, więc jak masz ochotę na łyk Guinnessa, bądź Murphy, to nie zwlekaj. Jeżeli natomiast nie przepadasz za piwem (witaj w klubie), mimo wszystko wstąp do knajpki, aby posłuchać typowej irlandzkiej folkowej muzyki. Jej skoczne rytmy umilą Ci zakończenie wycieczki.

W tym momencie zostawię Cię samą. Baw się, tańcz, chłoń klimat Kerry, jego naturalnego piękna i wyjątkowości, chłoń ludzi, smak piwa i atmosferę. Do następnej wspólnej podróży. Pa

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.